Przejdź do głównej zawartości

F.O.C.H. poranny

Na zły humor M. natknąć się w poniedziałkowy poranek - poczucie winy posiadać przez długie godziny - twierdzi wróżka Benita... Benita musi być niezwykle przenikliwą kobietą, skoro jest w stanie tak bezbłędnie ocenić sytuację, do której dochodzi od czasu do czasu w porannej łazience... I w zasadzie ten poniedziałek, to taki bardziej symbol, niż poniedziałek rzeczywisty, aczkolwiek rzeczywiście - napotkać zachmurzonego M. właśnie w cudowny słoneczny poniedziałkowy poranek, to duuuuuuża rzecz. Duży dół, innymi słowy. Murowany. Na dzień cały. Aż M. przejdzie... M. - chmura gradowa. M. - milczący. M. - chmurny. M. - wrzeszczący. M. - wściekły z byle powodu. M. schodzący na zawał, kiedy za szybko włączy się wycieraczki i kropla wody spadnie na jego białą koszulę. M. mamroczący pod nosem niewybredne słowa pod adresem sprawczyni mokrych plam na tapicerce nowego auta. M... M... M.... W swoich wróżbach Benita nie skupia się na kobiecie M. Mówi dużo i dobitnie o M. Kobiety M. jakoś w tej opowieści nie ma. Może dla tego, że jest pytana wyłącznie o M.? Że to jego humor w przepowiedni jest najważniejszy? Że ta pełna koncentracja obydwu umysłów (i pytającej i odpowiadającej) poświęcona jest wyłącznie stanowi ducha i umysłu Wielkiego Nieobecnego? Dlaczego? Długo się nad tym zastanawiałam... tymczasem odpowiedź jest chyba banalnie prosta! Przecież, jeśli M. jest szczęśliwy, szczęśliwe są wszystkie...

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Poskromić nieposkromione

Pokora. Pochylona głowa. Nikt nie uprzedzał, że będzie aż tak ciężko... Najcięższe jest poskromienie swoich ambicji. Schowanie ich do kieszeni. Zapuszkowanie. Uległość. Pokora właśnie. Tak, to jest najcięższe... walczę z tym, pracuję, już-już wydaje mi się, że się udało i zaliczam kolejną cholerną glebę... Terapia trwa. Widzę jej rezultaty. Ale... dziś jest dzień, kiedy nie widzę nic. I w którym nie chcę słyszeć, ze dalej coś jest. Bo na teraz... nie ma nic. Jest ściana...

To jakaś popierdółka, nie Marian!

Korespondowałam dziś z El. El: (stojąc obok Mariana podczas jakiegoś Vielce Impertynencko (ważnego) Przydarzenia) : Właśnie przyglądam się M. Szukam w nim Mariana. Zet: O, i jak? Przystojny? El: Eeeeee...... Zet: No dawaj, dawaj.... Ładny, czy zombie, jak od 1,5 roku? Może nie podchodź, bo jak ugryzie staniesz się wampem... przepraszam - wampirem. Może po prostu pogratuluj mu bycia bohaterem tego bloga? To zawsze honor, nie? El: Eeeee. Jakiś taki.... nie dla ciebie. Może nie widzę wnętrza, ale nie :) Zet: Czemu nie? Pisz mi szybko, zbieram materiał do kolejnego rozdziału! El: No bo jeśli to Marian, to jego aktualna wersja nie wygląda na kogoś, kto da ci energię. Jak dla mnie - sprawia wrażenie człowieka-chorągiewki. Teraz pewnie wieje z innej strony.... Zet: Nie wieje, raczej... dmucha :)))) El: Piźdźi :))) Normalnie, nie wiem, co w nim widziałaś. Ku...a... zajął mi miejsce przy stoliku. Już go nie lubię.... po dłuższej chwili: El: Nie, zdecydowanie...

Nie mam ochoty. Dlaczego, mamo?

- Jak zadzwonisz do mnie, a tata nie odbierze,  to ciocia może odebrać i mnie zawołać. - Nie kochanie, ciocia na pewno nie odbierze mojego telefonu.  - Dlaczego Mamo? Znasz ciocię? - Znam. - Ona cię też zna? - Tak. - A skąd? - Pracowałyśmy razem. - Jak to? - No, pracowałyśmy razem. W pracy. - Byłyście koleżankami? - Tak, byłyśmy koleżankami. - Nie chcesz do niej dzwonić? - Nie. - Dlaczego? Trwam w ciszy. Nie chcę odpowiadać. - Dlaczego nie chcesz rozmawiać z ciocią? - młoda napiera, nieświadoma w ogóle tego, jak bardzo powstrzymuje się, żeby nie wybuchnąć i swoją odpowiedzią nie zrobić JEJ krzywdy. - Byłyście koleżankami. Już nie jesteście? - Nie, już nie. - Dlaczego? - Nie mam ochoty z nią rozmawiać. - Dlaczego?????? - te jej dlaczega są takie męczące! - Byłyście koleżankami, a już nie jesteście. Tata zamieszkał z nią, a nas zostawił. - Tak, tak właśnie było. Dlatego nie mam ochoty na rozmowę. Jestem w szoku, jak szybko złożyła puzzle w całość. - ...